O Teatrze Miejskim i… teatrze miejskim
Ja bym chciała przede wszystkim rozprawić się z formułą teatru artystycznego, bo mam wrażenie, że jest ona nadużywana, szafuje się nią na różne sposoby, bo tak naprawdę nikt nie wyjaśnił, łącznie z dyrektorem Ingmarem Villqistem, co należałoby pod tym hasłem rozumieć i co on rozumiał, bo ja osobiście takiej odpowiedzi dla siebie nie otrzymałam. Teatr artystyczny kojarzy mi się z przestrzenią laboratoryjną, jest to teatr poszukujący, w którym coś fermentuje, w którym próbuje się nowych form, języków i w tym sensie teatr artystyczny Ingmara Villqista nie wyczerpuje z pewnością takiej definicji. Łatwiej byłoby mi określić ostatnie 2 lata teatru Villqista poprzez negacje. Miał to być teatr nieeklektyczny, czyli taki, który nie miał zaspokoić rozmaitych potrzeb publiczności. Poszłabym dalej. Był to teatr, który z premedytacją nie próbował się wsłuchiwać w głos publiczności, był odizolowany od widowni i stał się tworem arbitralnych decyzji artystycznych i repertuarowych. Dyrektor w którymś momencie sam się przyznał, że ma zamiar realizować swoje ulubione lektury z klasyki XX wieku, nie znajdując motywu argumentu, dla każdego kolejnego tytułu wprowadzonego na afisz. Ja chciałabym wiedzieć, jaki bodziec intelektualny czy artystyczny sprawia, że po dany tytuł sięga reżyser w tym konkretnym miejscu, w tym konkretnym czasie. Ja nigdy takiej motywacji, oglądając spektakle Teatru Miejskiego, nie byłam w stanie dla siebie znaleźć.
Myślę też, że to nie jest tak, że Gdynia nie zasługuje na ambitny teatr, co próbuje się nam wmówić. Gdynia oczywiście nie jest miastem o silnych tradycjach intelektualno-artystycznych, brakuje nam tutaj Uniwersytetu, który byłby naturalnym zapleczem intelektualnym, nie wspomnę o szkole teatralnej, może szkoła filmowa jest w stanie tutaj coś wypełnić, choć wątpię. Natomiast chyba w tym gronie nie muszę nikogo przekonywać, że dobry teatr nie musi powstawać w centrach kulturowych i artystycznych, żeby wymienić te najbardziej oczywiste przykłady, czyli Wałbrzych, który funkcjonuje jako najgorsza prowincja pogrążona w depresji, czy Legnica, mówię o złotym okresie tego teatru sprzed dekady, ale nawet trzy lata temu mogliśmy ten teatr bronić i nagradzać. Trzeba znaleźć pomysł i powód, dla którego chce się robić teatr w tym miejscu. Ja akurat gorąco wierzę, a te przykłady są tutaj potwierdzeniem, w ideę teatru lokalnego, który głęboko wrasta w przestrzeń miasta. Cytowany tutaj Bartosz Szydłowski mówił rzeczy oczywiste, że teatr ma nam pomóc odpowiedzieć na podstawowe pytania: Kim jesteśmy? Gdzie jesteśmy ? I dokąd idziemy ? Ma nam pomóc określić naszą tożsamość i zbiorową, narodową, ale i lokalną. Ja tych pytań nie słyszałam przez ostatnie dwa lata.
Kolejna rzecz, która wymaga dopracowania, to oczywiście Festiwal R@port i Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna. To są dobre projekty, ale mam wrażenie, że one nie przekładają się na życie codzienne teatru, nie wpisują się w całościowy pomysł na ten teatr, chociaż wydaje mi się, że w momencie urodzin tych projektów tak to miało wyglądać. Jacek Bunsch nie dostał czasu na to, aby to dzieło dokończyć i wydaje mi się, że bardzo niedobrze się stało, że jedynie raz w roku mamy trwające tydzień święto, które nie pączkuje, nie staje się zaczynem niczego więcej. Tutaj na pewno trzeba by wykonać ogromną pracę z rozrastaniem się projektów w przestrzeni miasta, a nawet Trójmiasta. Bardzo zależy mi, aby Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna spełniła funkcje promujące nie tylko autorów, ale także to miejsce. Na razie takiej funkcji niestety nie spełnia. Wydaje się, że niezłym pomysłem byłoby stworzenie programu rezydencji dla autorów, którzy zostali wyłonieni do kolejnych finałów tej nagrody, żeby związać ich z tym miejscem, zafundować im pobyt, może miesięczne czy dłuższe stypendium, żeby wsiąkli w to miasto, żeby poczuli jego wszystkie zapachy, klimaty, smaki. Może żeby poprowadzili warsztaty dramaturgiczne dla młodzieży w tym czasie, a zarazem znaleźli inspirację, poznali ludzi, którzy tu mieszkają. Nie tylko kolejne teksty złożone do konkursu, które ktoś inny wystawi w Polsce, tak jak to się działo wcześniej z dotychczasowymi laureatami, tylko żeby powstało coś rzeczywiście wyrastającego z tego miejsca.
Myśląc o tych warsztatach dramaturgicznych dotykam trochę edukacji. Rzeczywiście w tym zakresie Teatr Miejski chce się rozwinąć, trzeba przyznać, że program edukacyjny, który towarzyszył ostatniej edycji R@portu był imponujący i oryginalny. Nie wiem tylko, do jakiego adresata było to kierowane, znowu musi to wynikać z długotrwałej pracy u podstaw. Niekoniecznie taki projekt edukacji powinien być kierowany tylko do młodzieży. W Europie taką potrzebę zbliżenia się do teatru, rozumienia teatru, nabycia umiejętności rozmowy o teatrze, posiadają ludzie w różnym wieku. Akurat w Gdyni bardzo prężnie rozwija się Uniwersytet Trzeciego Wieku. Wiem, że to działa dobrze i jest duże zapotrzebowanie na takie inicjatywy. Dlaczego takich form edukacji nie kierować do osób dorosłych i w starszym wieku ? Dlaczego nie zmobilizować ich do tego, by opowiedzieli swoją historię w teatrze ? To też jest ostatnio modny trend w dramaturgii współczesnej, taki teatr życiem pisany.
I jeszcze jedno. Wspominamy byłych dyrektorów i wszyscy byli wspaniali: i Wójcicki, i Wernio, i Jacek Bunsch. Z perspektywy czasu oceniamy ich lepiej, ale nie przesadzajmy. Każdy z nich zostawił coś dobrego w tym teatrze i niekoniecznie każdy z nich dobrowolnie odchodził. To teatr w jakiś sposób wypychał ich stąd. Warto przywołać okres dyrekcji Krzysztofa Wójcickiego, czyli jego pomysłu na teatr, jako nie tylko miejsca prezentacji spektakli, ale także nowocześnie rozumianego centrum kultury. Jako miejsce skupienia lokalnych środowisk, ale też miejsce, gdzie będą zaglądać krytycy z całego kraju. Bo jakoś tak jest, że do Jeleniej Góry do Wałbrzycha jeździli, a do Gdyni, nawet na R@port, jakoś nie mogli dojechać.
Wojciech Zieliński: Są różne oczekiwania jeżeli chodzi o Teatr. Z jednej strony teatr artystyczny, a z drugiej strony w Gdyni jest zapotrzebowanie na lżejszy repertuar. I tu wydaje mi się, że Teatr Miejski będzie musiał w jakiejś mierze i jedną, i drugą opcję oczekiwań zaspokoić. Czy teatr impresaryjny ? W jakiejś mierze na pewno. Mi się trudno wypowiadać w tej chwili, bo administruję teatrem. A faktycznie trwają już poszukiwania dyrektora.
Piotr Wyszomirski: Czy to będzie konkurs?
Wojciech Zieliński: Trudno mi powiedzieć, czy to będzie konkurs, na pewno od dyrektora artystycznego będzie oczekiwana jakaś wizja prowadzenia tego ośrodka. Nie wiem, jaka będzie koncepcja organizatora, czyli Urzędu Miasta. Obecnie obowiązujący statut zakłada łączenie dwóch stanowisk: dyrektora artystycznego i naczelnego. Ale jest różnie w różnych teatrach. Na dzień dzisiejszy obowiązuje konkurs, kadencyjność jest czteroletnia.
Piotr Wyszomirski: Czy jako teatr macie jakieś swoje pomysły, oczekiwania?
Wojciech Zieliński: Mamy i to spore, na pewno załoga i pracownicy teatru. Dopiero od tygodnia nie ma dyrektora i jeszcze na dodatek stało się to w okresie bezpośrednio po R@porcie, przed świętami i na dzień przed dniem obchodów 50-lecia teatru. Wszystkie te sprawy ruszą od nowego roku.
Piotr Wyszomirski: Państwo też nie wiecie, kiedy będziecie mogli się przenieść?
Wojciech Zieliński: Tego nikt nie wie, pierwotna wersja zakładała, że pracę zaczną się w sierpniu tego roku, ale z wiadomych względów tak się nie stało. To są spawy formalne-prawne, związane z roszczeniami spadkobierców terenu.
Piotr Wyszomirski: Jest to dosyć ważne, bo biorąc pod uwagę sytuację w jakiej teatr się znajduje, to przeniesienie do nowej siedziby, z ogromną widownią, staje się wyzwaniem ogromnym.
Wojciech Zieliński: Generalnie bedą 2 podstawowe sceny.Scena duża na prawie 500 osób, mała na 200 osób, trzecia scena może być instalowana w sali prób.Będzie również scena obrotowa.
Piotr Wyszomirski: Czy mają państwo pragnienia, marzenia odnośnie wizji teatru?
Wojciech Zieliński: Na pewno mamy i proponuję, abyśmy wrócili do tej rozmowy, jak wszystkie sprawy się ułożą. Sprawy są zbyt świeże, w środowisku aktorskim też są różne wizje. Myślę, że zrobimy sobie takie spotkanie z zespołem artystycznym, gdzie podzielimy się swoimi wizjami. Oczywiście pewien repertuar będzie realizowany, nawet bez dyrektora artystycznego. Jeszcze nie wiadomo, które tytuły przejdą.
Piotr Wyszomirski: Czy można się spodziewać jakiejś rewolucji w komunikacji społecznej TM?
Wojciech Zieliński: W poniedziałek spotykamy się z nowym wykonawcą strony internetowej, chcemy zmienić naszą komunikacją internetową. Zrobimy prawdopodobnie nową stronę. Rozpoczynamy rozmowy 27 grudnia nt. nowych spektakli przyszłorocznych.Scena Letnia pozostanie w tym samym miejscu co w zeszłym roku.
Jan Ciechowicz: Będzie jakaś premiera?
Wojciech Zieliński: Musi być premiera. Zdajemy sobie także sprawę, że Scena Letnia ma swoje wymagania, trzeba tam wprowadzać repertuar miły, lekki i przyjemny w odbiorze.
Jan Ciechowicz: „Proces” Franza Kafki nie był lekki, za to artystycznie ciekawy.
Wojciech Zieliński: Artystyczna strona spektaklu to jedno, a widzowie to drugie.
Piotr Wyszomirski: Widzowie mogą chodzić także na ambitny teatr.
Wojciech Zieliński: Przerabialiśmy to i wiemy, co dobrze wychodzi na Scenie Letniej. „Proces” nie spełnił naszych oczekiwań. Ten spektakl z założenia był przeznaczony dla mniejszej ilości widzów, była jedna trybuna i tak nie zawsze zapełniona (oprócz pierwszych spektakli). Dopóki nie będzie dyrektora artystycznego, to przyjąłem taką koncepcję, że najpierw trzeba pokazać te spektakle, które są możliwe do realizacji i do pokazania. Niektóre są do pokazania trudne, z tego względu, że główne role grał w nich Dariusz Siastacz i trudno go zastąpić.
Jarosław Zalesiński:Problem nie polega na tym, że teatr miał problemy, ponieważ próbował urzeczywistnić się artystycznie, tylko dlatego, że robił to w takiej arbitralnej formie. Pomysły nie brały się z tego, że wysłuchano publiczności, tylko że publiczności coś narzucono według indywidualnego gustu i wizji. Jak to jest z frekwencją w teatrze? 40%? Słyszę tutaj, że nie jest aż tak źle.
Jan Ciechowicz: Ja słyszałem o 11%.
Wojciech Zieliński: Jest bardzo różnie, przeciętnie 40%.


