O Teatrze Miejskim i… teatrze miejskim
Zapraszamy do lektury i dyskusji na temat Teatru Miejskiego w Gdyni i… teatru miejskiego.
inauguracyjne spotkanie z cyklu
Wszystko, co zawsze chcieliście powiedzieć, ale nie było okazji
pt.
O Teatrze Miejskim i … teatrze miejskim
Czas i miejsce:17 grudnia (piątek) 2010, godz.12.00, Tear Miejski w Gdyni
Uczestnicy:dr Joanna Puzyna-Chojka, Zakład Dramatu, Teatru i Filmu Uniwersytetu Gdańskiego, prof. dr hab. Jan Ciechowicz, kierownik Zakładu Dramatu, Teatru i Filmu Uniwersytetu Gdańskiego. Wojciech Zieliński, p.o. dyrektora Teatru Miejskiego w Gdyni, Mirosław Baran, krytyk, dziennikarz działu kulturalnego Gazety Wyborczej, Jarosław Zalesiński, krytyk, dziennikarz działu kulturalnego Dziennika Bałtyckiego. Spotkanie prowadził Piotr Wyszomirski, red.nacz. Gazety Świętojańskiej.
Odmówili udziału w spotkaniu: Małgorzata Talarczyk (ZASP, aktorka TM), Dorota Lulka (szefowa związków zawodowych, aktorka TM) i Małgorzata Szymik-Mackiewicz (kierownik literacki TM). Nie mogły wziąć udziału w spotkaniu była (Beata Łęgowska) i aktualna (Joanna Chacuk) szefowe Komisji Kultury UM Gdyni. Odmówili i nie wyrazili zainteresowania rozmową i spotkaniem przedstawiciele Wydziału Kultury UM Gdyni.
Piotr Wyszomirski: Bardzo się cieszę, że udało nam się zaprosić środowisko, dla którego dobro instytucji kultury Gdyni i tzw. Wielkiego Miasta jest nadrzędną wartością. Przygotowałem na początek trzy pytania, na które odpowiedzi uważam za ważne.
Jakie miejsce mógłby i powinien zajmować Teatr Miejski na mapie kulturalnej Gdyni, regionu, Polski, czyli format teatru miejskiego i Teatru Miejskiego.
Czy jest możliwy i potrzebny tzw. teatr artystyczny?(Funkcjonuje już teza, że w Gdyni nie jest możliwy tzw. teatr artystyczny).
Co należałoby zrobić, by postawione Teatrowi cele osiągnąć?
Spotkanie ma charakter dyskusyjnego panelu specjalistów. Zdaję sobie sprawę, że o pomysłach na to, żeby było lepiej trudno mówić pomijając przyczyny stanu rzeczy. Zebrałem ogromną liczbę złych i smutnych informacji na temat sytuacji w Teatrze i trudno przełożyć mi to na nadający sie do publikacji wywód, ale wspomnę tylko o jednym zdarzeniu: byłem zdziwiony, że ostatni akord sezonu jubileuszowego, czyli uroczyste spotkanie, na którym były wręczane nagrody i ordery, nie było w ogóle nagłośnione, nie było także informacji z biura prasowego Urzędu Miasta ani od Teatru. Nie można było podać informacji, że z okazji 50-lecia Teatru Miejskiego byli i obecni twórcy zostali nagrodzeni. Przyczyny złożonej sytuacji, w jakiej znajduje się nasz teatr, są moim zdaniem rozległe i dotyczą po pierwsze całej aktywności twórczej teatru, także R@portu i Sceny Letniej. Następne kwestie to konflikty w łonie zespołu, zła komunikacja społeczna, słaba promocja (choćby pierwsza wizytówka, czyli strona internetowa). To także przerwana nić współpracy Teatru Miejskiego z Uniwersytetem Gdańskim, a także dziwna współpraca z mediami. Efekty znamy, chocby słaba frekwencja, mimo zapewnień z niektórych źródeł, że sięga ono 70-80%. Prawda jest taka, że na najbardziej kasowe, nowe spektakle jak „Tramwaj zwany pożądaniem”, przychodzi 40-60 osób, frekwencja na „Scenariuszu dla trzech aktorów” wynosi ok. 10 osób, spektakle są odwoływane nawet w weekendy ( ostatnio także nowy tytuł, czyli „Ślub”) itd. Aktorzy narzekają na warunki socjalne, artyści są zgorzkniali, czują się fatalnie. Są również pretensje do mediów, że źle piszą o spektaklach.
Dlaczego tak ważna jest rozmowa o Teatrze Miejskim w Gdyni? Obok Biblioteki Miejskiej, to największa instytucja kulturalna w naszym mieście, zatrudnia 57 osób i operuje budżetem 6,5mln zł. To jeden z dwóch teatrów dramatycznych, kierowany do milionowej aglomeracji, nie tylko Gdyni, czyli jest to dobro wspólne większej, niż gdyńska, społeczności. Teatr firmuje dwa niezwykle ważne, prestiżowe projekty: Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną i Festiwal R@port. Na pewno trzeba coś zrobić, aby te dwa zdarzenia były tak wyeksponowane, żeby uzyskały prestiż godny ich samych i miasta, w którym się odbywają. Na R@porcie tylko dwa spektakle szły przy kompletach („Nasza klasa” oraz „Niech żyje wojna”). Recepcja Teatru Miejskiego w Polsce w kontekście przyszłego konkursu na dyrektora, mówiąc delikatnie, nie jest dobra. Mamy nadzieję, że jesteśmy w przededniu konkursu na dyrektora Teatru Miejskiego, warto się więc zastanowić, co można podpowiedzieć władzom odpowiedzialnym za TM w Gdyni. Na końcu, TM ma mieć również nową siedzibę, nie wiadomo jednak kiedy i czy na pewno.
I wreszcie – bo to teatr polski. I jak powiedział o teatrze polskim Bartosz Szydłowski, dyrektor artystyczny festiwalu Boska Komedia, do prestiżu którego zgłasza aspiracje Gdynia: „Cały czas wierzę, że teatr to najlepsze narzędzie, żeby poznać, czym jest ten kraj, co to jest Polska, kim my jesteśmy. Myślę, że to właśnie ze sceny padają pytania, które często zaskakują nas samych jako widzów, jako uczestników tego wielkiego teatru, jakim jest społeczeństwo. Wydaje mi się, że tą drogą powinniśmy iść, zastanowić się, dlaczego tak wiele pytań o nas samych, o naszym skomplikowaniu, nie pada, dlaczego zbyt łatwo znajdujemy odpowiedzi w przestrzeni publicznej debaty, stawiając wyraźne kryteria, cezury, epitety, które w gruncie rzeczy są trampolinami dla niektórych ludzi, którzy lubią się poruszać w tak wyrazistych określeniach, a tak naprawdę nie zbliżają nas do siebie. I to jest oczywiście ten wielki wór z tożsamością polską, z tym jak sobie poradzić z garbem historycznym, jak go rozgryźć, jak znaleźć potencjał, by wybić się z tego”.
Na początek pytanie: Jakie miejsce mógłby i powinien zajmować Teatr Miejski na mapie kulturalnej Gdyni, regionu i Polski, czyli propozycje formatu Teatru Miejskiego.
Od lewej: Jan Ciechowicz, Joanna Puzyna-Chojka, Wojciech Zieliński, Piotr Wyszomirski (tyłem), Jarosław Zalesiński, Mirosław Baran.

